Nie jestem pochodzenia żydowskiego, nie miałam tam nawet znajomych moich rodziców, ale często o tym myślę, jak to możliwe, że w centrum miasta była wydzielona dzielnica, gdzie trzymano ludzi, którzy mieli jeszcze gorzej niż ci w okupowanej Warszawie. I tak było w Łodzi i innych miastach też.
No dobra, wiem, dlaczego, wiem o co chodzi, ale myślę o tym często, o tym wykluczeniu wśród wykluczonych, odmowie prawa do życia wśród tych, którzy też byli traktowani jak podludzie. Polakiem było być źle, ale Żydem jeszcze gorzej.Bardziej to skomplikowane niż po prost 'ci dobrzy, a ci źli'.
Wczoraj w nocy wiedziałam już, że dzisiaj jest rocznica powstaniu w getcie warszawskim. Co roku o tym zawsze opowiadał Marek Edelman, ale go już między nami nie ma. Odłożyłam więc książkę, którą czytałam i sięgnęłam po Biografię Edelmana. Naczytałam się o nim przed snem, jeszcze chwilę pomyślałam o tych strasznych czasach, o tym, że trudno to wszystko rozumiem objąć i zasnęłam.
Cała noc śniła mi się wojna i getto, pewnie to, czego się w filmach naoglądałam. Próbowałam się wyrwać z tego snu, budziłam się, starałam się strząsnąć go z siebie, ale po zaśnięciu wracałam dokładnie do tego momentu, w którym przerwałam.
Po raz kolejny, bo wojna śni mi się co jakiś czas - po przebudzeniu doceniłam, że teraz żyjemy w takich czasach.
*słowa Kazika Ratajzera
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dramat. Pokaż wszystkie posty
sobota, 20 kwietnia 2013
poniedziałek, 29 października 2012
Trzeba zabić tę miłość
Monika Richardson pisze na swoim blogu, że nikt nie jest
takim wrogiem dla kobiety, jak druga kobieta. Nawet w telewizji wystąpiła w tej
sprawie i całkiem poważnie o tym dyskutowała. Bloga nie znam, ale mi oczywiście
w różnych serwisach ‘na siłę’ tę wiedzę objawili. Pani Monika się żali
wszędzie, gdzie chcą jej słuchać, a mnie to bardziej drażni i zniesmacza niż
pobudza do myślenia o mizerii kondycji kobiecych relacji, bo to jest po prostu
żałosne. Narobiła siary, do tego publicznie, a teraz jęczy, że komuś się to nie podoba. To samo
dotyczy Nowickiego juniora i Halinki od korali, najpierw musieliśmy znosić ich
zwierzenia o dozgonnej miłości, lodówkę otwierałam, a tam wyszczerzony Łukasz
siedział, a potem rozwód i dramatyczne apele w prasie – dajcie nam się rozejść
w spokoju. A takiego … chciałoby się powiedzieć, teraz to ja chcę znać
WSZYSTKIE szczegóły.
Są tacy artyści, którzy nie potrzebują kamer do każdego porodu, do kolejnych rozwodów i nowych miłości. Czy Wy wiecie, ile dzieci ma młody Opania? Czy Frycz nadal jest ze swoją żoną? A Dymna ma jakiegoś faceta? No właśnie, nie wiecie, ja też nie wiem. Jedynym celem upubliczniania swoich prywatnych spraw, może być pomoc innym, tak jak to zrobił Jerzy Stuhr, dzięki któremu dziesiątki chorych na raka ma nadzieję, że pozytywne myślenie i medycyna działają cuda. A co chciała nam powiedzieć Monika Richardson swoimi rewelacjami o rozstaniu z mężem i nowym związku z Zamachowskim, ojcu kilkorga dzieci, bodajże czwórki? Jak znam życie, to tyle, że każda kobieta zasługuje na szczęście, kiedy tylko poczuje taki zew, brać co jej się żywnie podoba, nawet jeśli to jest mąż innej babki. Bo pani Monika jest już w takim wieku, że wolnych panów po prostu nie ma, a ci, co są, to albo z odzysku, albo się do związków nie nadają. Prawda jest taka, że jest większe prawdopodobieństwo, że trafiłby ją samochód na pasach, niż, że trafiłby jej się wolny sensowny facet. To sobie wzięła zajętego, uwolniła i on ci jej. Oczywiście znajdą się natychmiast tacy, którzy zakrzykną, że życie jest jedno, że szczęście jest wartością nadrzędną, że jakby jego małżeństwo było udane, to by nic nie wskórała i tak dalej w ten deseń. Wszystko to prawda, ale jest też inna prawda, na przykład to, co mówi w lipcowym Twoim Stylu, w męskiej rozmowie z Jackiem Szmidtem Artur Żmijewski, który jest w podobnym wieku i też w długoletnim (28 lat) związku z jedną kobietą:
„Kiedy przez lata stwarzasz świat, w którym najpierw dwoje ludzi, a potem ich dzieci mają poczucie bezpieczeństwa, kiedy widzisz, jak rozpina się taki parasol, pod który każde z nich może się schowa, to pojawia się odpowiedzialność za to wszystko. Mimo, że po 15, 20 latach relacja między kobietą i mężczyzną jest już inna. Jeśli mówimy o męskości, to facet musi sobie ustalić priorytety. Jeśli decydujesz się być z kimś i obiecujesz mu, że na dobre i na złe, warto sobie o tym przypomnieć co jakiś czas. I w chwili kryzysu zastanowić się, co dalej. Czy otworzy się jakiś totalny kosmos? No i co będzie za rok, dwa… Powiesz ‘do widzenia’? Zostawisz bliską osobę z problemami, zawalisz jej świat?”. Na to Jacek Szmidt pyta, słusznie drążąc temat, bo każdy może tak powiedzieć, kiedy nie ma niczego konkretnego na myśli – Musiałeś kiedyś zabić w sobie nielegalną miłość? I tu mnie Żmijewski zaskoczył szczerą, mądrą odpowiedzią – „W tak długim okresie byłoby niemożliwe nie zabijać takich uczuć. Czasem spotykasz kogoś, z kim się świetnie gada, potem uświadamiasz sobie, że jesteś tą osobą zafascynowany. Ale co dalej? Po jakimś czasie zafascynuje cię następny obiekt i następny…”
I zaraz mi się przypomniał stary wywiad z Krystyną Jandą, która na pytanie, co by zrobiła, gdyby się zakochała, a była wtedy w związku z operatorem Edwardem Kłosińskim, odpowiedziała – zabiłabym tę miłość. Pamiętam te słowa dokładnie, bo mnie zszokowały. Jak to, pomyślałam, a gdzie prawo każdego człowieka do szczęścia, do wielkiej miłości? Nosiłam te słowa w sobie wiele lat, często o nich myślałam, może teraz trochę więcej, bo właśnie minęło 25 lat mojego zamążpójścia i przyznałam jej rację. Tak jak ona wtedy, i ja teraz mogę powiedzieć – za dużo ludzi na nas liczy, za dużo jest w ten związek zaplątanych, zależnych, emocjonalnie związanych, żeby sobie ot tak, dla jakiegoś widzi mi się, wpaść w nowy związek, który niby co, nagle będzie lepszy i jedyny? Przecież ten właśnie się rozpadający też miał być wyjątkowy i na całe życie. Też zabiłabym inną miłość, bezwzględnie.
Postawa Richardson mnie mierzi głównie dlatego, że najpierw lata całe musiałam, chciałam czy nie, wysłuchiwać tego, jak ona jest zakochana w swoim lotniku, jak ceni życie między Polską a Anglią, jaka jest szczęśliwa, a teraz potrzebny jej rozgłos, próbuje zmienić kolor swojej aury w mediach, bo wydaje książkę o tym, dlaczego już jej się Anglia nie podoba, co ją tam drażni i ona się musi sprzedać. Ona i On układają sobie życie od nowa, a kilka osób wokół z tego powodu musi się borykać z poczuciem klęski, wielkiej straty i odrzucenia. Do tego nawet nie mają warunków, żeby się z tym w spokoju uporać. Może gadam jak stara ciota, ale na takich fundamentach to się dobrego życia nie da zbudować.
Są tacy artyści, którzy nie potrzebują kamer do każdego porodu, do kolejnych rozwodów i nowych miłości. Czy Wy wiecie, ile dzieci ma młody Opania? Czy Frycz nadal jest ze swoją żoną? A Dymna ma jakiegoś faceta? No właśnie, nie wiecie, ja też nie wiem. Jedynym celem upubliczniania swoich prywatnych spraw, może być pomoc innym, tak jak to zrobił Jerzy Stuhr, dzięki któremu dziesiątki chorych na raka ma nadzieję, że pozytywne myślenie i medycyna działają cuda. A co chciała nam powiedzieć Monika Richardson swoimi rewelacjami o rozstaniu z mężem i nowym związku z Zamachowskim, ojcu kilkorga dzieci, bodajże czwórki? Jak znam życie, to tyle, że każda kobieta zasługuje na szczęście, kiedy tylko poczuje taki zew, brać co jej się żywnie podoba, nawet jeśli to jest mąż innej babki. Bo pani Monika jest już w takim wieku, że wolnych panów po prostu nie ma, a ci, co są, to albo z odzysku, albo się do związków nie nadają. Prawda jest taka, że jest większe prawdopodobieństwo, że trafiłby ją samochód na pasach, niż, że trafiłby jej się wolny sensowny facet. To sobie wzięła zajętego, uwolniła i on ci jej. Oczywiście znajdą się natychmiast tacy, którzy zakrzykną, że życie jest jedno, że szczęście jest wartością nadrzędną, że jakby jego małżeństwo było udane, to by nic nie wskórała i tak dalej w ten deseń. Wszystko to prawda, ale jest też inna prawda, na przykład to, co mówi w lipcowym Twoim Stylu, w męskiej rozmowie z Jackiem Szmidtem Artur Żmijewski, który jest w podobnym wieku i też w długoletnim (28 lat) związku z jedną kobietą:
„Kiedy przez lata stwarzasz świat, w którym najpierw dwoje ludzi, a potem ich dzieci mają poczucie bezpieczeństwa, kiedy widzisz, jak rozpina się taki parasol, pod który każde z nich może się schowa, to pojawia się odpowiedzialność za to wszystko. Mimo, że po 15, 20 latach relacja między kobietą i mężczyzną jest już inna. Jeśli mówimy o męskości, to facet musi sobie ustalić priorytety. Jeśli decydujesz się być z kimś i obiecujesz mu, że na dobre i na złe, warto sobie o tym przypomnieć co jakiś czas. I w chwili kryzysu zastanowić się, co dalej. Czy otworzy się jakiś totalny kosmos? No i co będzie za rok, dwa… Powiesz ‘do widzenia’? Zostawisz bliską osobę z problemami, zawalisz jej świat?”. Na to Jacek Szmidt pyta, słusznie drążąc temat, bo każdy może tak powiedzieć, kiedy nie ma niczego konkretnego na myśli – Musiałeś kiedyś zabić w sobie nielegalną miłość? I tu mnie Żmijewski zaskoczył szczerą, mądrą odpowiedzią – „W tak długim okresie byłoby niemożliwe nie zabijać takich uczuć. Czasem spotykasz kogoś, z kim się świetnie gada, potem uświadamiasz sobie, że jesteś tą osobą zafascynowany. Ale co dalej? Po jakimś czasie zafascynuje cię następny obiekt i następny…”
I zaraz mi się przypomniał stary wywiad z Krystyną Jandą, która na pytanie, co by zrobiła, gdyby się zakochała, a była wtedy w związku z operatorem Edwardem Kłosińskim, odpowiedziała – zabiłabym tę miłość. Pamiętam te słowa dokładnie, bo mnie zszokowały. Jak to, pomyślałam, a gdzie prawo każdego człowieka do szczęścia, do wielkiej miłości? Nosiłam te słowa w sobie wiele lat, często o nich myślałam, może teraz trochę więcej, bo właśnie minęło 25 lat mojego zamążpójścia i przyznałam jej rację. Tak jak ona wtedy, i ja teraz mogę powiedzieć – za dużo ludzi na nas liczy, za dużo jest w ten związek zaplątanych, zależnych, emocjonalnie związanych, żeby sobie ot tak, dla jakiegoś widzi mi się, wpaść w nowy związek, który niby co, nagle będzie lepszy i jedyny? Przecież ten właśnie się rozpadający też miał być wyjątkowy i na całe życie. Też zabiłabym inną miłość, bezwzględnie.
Postawa Richardson mnie mierzi głównie dlatego, że najpierw lata całe musiałam, chciałam czy nie, wysłuchiwać tego, jak ona jest zakochana w swoim lotniku, jak ceni życie między Polską a Anglią, jaka jest szczęśliwa, a teraz potrzebny jej rozgłos, próbuje zmienić kolor swojej aury w mediach, bo wydaje książkę o tym, dlaczego już jej się Anglia nie podoba, co ją tam drażni i ona się musi sprzedać. Ona i On układają sobie życie od nowa, a kilka osób wokół z tego powodu musi się borykać z poczuciem klęski, wielkiej straty i odrzucenia. Do tego nawet nie mają warunków, żeby się z tym w spokoju uporać. Może gadam jak stara ciota, ale na takich fundamentach to się dobrego życia nie da zbudować.
*w tytule posta wykorzystałam tytuł znanego polskiego filmu
poniedziałek, 2 maja 2011
Inferno
(zdjęcie Kei Paterson) To dla tych, którzy nie moga zobaczyc tego na FB
Tylko kilka słów, bo nie moge zebrać myśli i trudno mi o tym jeszcze mówić, ale uznałam,że należy się wam update. To jest treść notki, którą zamieściłam na FB o 2.11 nad ranem:
Chłopaki wrócili bezpieczni, wypili hektolitry wody, nie mogli spłukać uczucia spalenizny w gardle. Wykąpaliśmy się, ale mimo 3. nad ranem, nie mogliśmy zasnąć. Niespokojny był to odpoczynek, a już o 6 mąż wstał, nie mógł spać. Martił się, wciąż wyglądał przez okno.
No i jeszcze ta informacja o Bin Ladenie. Dla nas to za dużo dramatu jak na jeden dzień
Helikoptery nadal latają, widocznie gdzieś jeszcze się pali
Napiszę coś jeszcze bardziej skadnego kiedyś, ale dziś to już na tyle. Nie mam siły.
Bardzo dobre zdjęcia, nikt z nas nie miał głowy do robienia fotek, ale jedna z mieszkanek oddalonego osiedla przyjechała i robiła. Te nocne, gdzie widać miasto i ogień za drzewami - to tam gdzie ja mieszkam. Lidl (widać go na jednym z nocnych zdjęć) jest w dole przy głónej drodze, a do mnie jedzie się pod górę, ja właśnie jestem za tymi drzewami, gdzie był największy ogień. Nawet jak teraz patrzę, to mam ciarki.
Tylko kilka słów, bo nie moge zebrać myśli i trudno mi o tym jeszcze mówić, ale uznałam,że należy się wam update. To jest treść notki, którą zamieściłam na FB o 2.11 nad ranem:
"ostatnią godzinę spędziłam na kolanach, modląc się do Najświętszej Marii Panny, bo tylko to mi zostało. Mąż i syn wrócili do gaszenia pożaru, bo wiatr podniósł ogień i doszedł do naszych domów. Sąsiedzi przede mną, dosłownie na odległość trawnika i wąskiej drogi, byli zagrożeni, ogień był dosłownie za ich domami. Zanim przyjechała straż, działy się dantejskie sceny, mężczyźni ze szpadlami i ogień, który nie chciał nikogo słuchać. I wiatr, który mu pomagał, jak kamrat w boju. Na szczęście przyjechali strażacy i zaczęli polewać domy, a inne jednostki wraz z cywilami wyrąbującymi krzaki i małe drzewa, gasili za domami. Jeśli jest, to tak wygląda piekło"Kiedy zobaczyłam języki ognia zaledwie centymetry od domu najbliższego sąsiada, łunę i na jej tle biegajacych ludzi, upadłam na kolana z wrażenia. Trudno jest stac z boku, ale nic nie mogłam zrobić, bo mnie stamtąd przepędzili, kobiety siedziały w domach z dziećmi. Tyle, że moje dziecko i mąż tam byli i ja chciałam razem z nimi, chciałam coś robić, zeby ratować mój dom. Wróciłam do niego, zapaliłam swieczkę i padłam na kolana. To trudno opisać słowami - wszędzie czarny dym i ogień, który spalił najpierw las, a potem całą dolinę i doszedł aż tu. Miasto, a my z tej strony od doliny go rozpoczynamy, stanęło w obliczu takiego żywiołu jak nigdy przedtem. Skala pożaru, jego rozległość (ciągnął się milami), utrudniała strażakom gaszenie, bo za jednym zamachem mieli kilka ognisk do opanowania. Wszędzie gdzie okiem nie sięgnąć był ogień, słupy ognia, aż do nieba, a niebo czarne do dymu. Nie było czym oddychać, ludzie nie mieli masek.
Chłopaki wrócili bezpieczni, wypili hektolitry wody, nie mogli spłukać uczucia spalenizny w gardle. Wykąpaliśmy się, ale mimo 3. nad ranem, nie mogliśmy zasnąć. Niespokojny był to odpoczynek, a już o 6 mąż wstał, nie mógł spać. Martił się, wciąż wyglądał przez okno.
No i jeszcze ta informacja o Bin Ladenie. Dla nas to za dużo dramatu jak na jeden dzień
Helikoptery nadal latają, widocznie gdzieś jeszcze się pali
Napiszę coś jeszcze bardziej skadnego kiedyś, ale dziś to już na tyle. Nie mam siły.
Bardzo dobre zdjęcia, nikt z nas nie miał głowy do robienia fotek, ale jedna z mieszkanek oddalonego osiedla przyjechała i robiła. Te nocne, gdzie widać miasto i ogień za drzewami - to tam gdzie ja mieszkam. Lidl (widać go na jednym z nocnych zdjęć) jest w dole przy głónej drodze, a do mnie jedzie się pod górę, ja właśnie jestem za tymi drzewami, gdzie był największy ogień. Nawet jak teraz patrzę, to mam ciarki.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
