niedziela, 15 kwietnia 2012

'Nim stanie się tak' poprawia nastrój, rowery tym bardziej


Są takie piosenki, których tekst jest równie ważny, jak nie ważniejszy, jak muzyka. I tak słucham sobie właśnie piosenki, która jest dowodem na tę tezę. To ona mnie znalazła, szukałam czegoś w sieci i mi wpadła 'na kolana' z okrzykiem - posłuchaj mnie kobieto. Może to rozanielony wzrok Anioła z Krakowa, czyli Globisza, zwrócił moją uwagę? Nie wiem. Ale pasuje do mojego nastroju jak nic innego.

Dzisiaj pierwszy raz jechałam rowerem po drodze. Jestem dumna, że nie dostałam przy tym zawału, chociaż panikę siałam nieziemską. Mąż jechał przede mną i ciągle mi jakieś wskazówki dawał, nic nie słyszałam co mówi. Wiadomo, jak ktoś jest niepewnym rowerzystą, nie może robić wielu rzeczy na raz, a już na pewno nie może słuchać, wykonywać polecenia, jechać tak, zeby się pod samochód nie wrypać, nie wywalić na mordę itp. Do tego miałam po raz pierwszy w życiu kask na łbie. Jestem dziecko komuny, jeździłam składakiem z górki na pazurki, bez kasku lata całe i żyję, do tego głowa ma się dobrze, a teraz oczywiście nie można, bo zginiesz marnie kobieto, albo warzywem będziesz. Zastanawiam się jak w siermiężnych czasach bezkaskowych ludzie żywi wychodzili z przejażdżki dwukołowcem do lasu czy na działkę?
No nic, jadę. Nie przyzwyczajona do mienia czegokolwiek na głowie, bo nie noszę czapek, chustek, nic zupełnie, z poczuciem głupkowatości, bo niestety w czymkolwiek na głowie wyglądam jak kierowca traktora z PGR i nie jestem pewna, czy w tym momencie nie obrażam traktorzysty, modlę się jednocześnie, żeby nie fiknąć w prawo pod samochód, żeby pies nie wpadł pod rower męża, czy podjadę pod górkę, czy się z górki nie zabiję, czy ten facet idący pół kilometra dalej nie wejdzie mi pod koła.... Typowy zamartwiacz mi się włączył. I panikarz. I czerwony burak w kasku. Bo oczywiście po dłuższej jeździe natychmiast tak wyglądam.
No, ale przejechaliśmy wzdłuż jeziora spory kawał, w tej i z powrotem to było ok 4 km, co dla mnie wyczyn nie lada, bo po drodze jeszcze nie jechałam tak daleko. A piękny to szlak, w dół, w górę, po lewej woda, potem po prawej, tama i przystań na łódki. Mieliśmy kilka przystanków, żeby pies dał radę i samochody przejechały, jedne dłuższy, to znaczy może z 5 minut, Franio się wody napił, i dalej z powrotem, biegiem za mężem na rowerze. Jechał wolno, przecież nie chciał psa ochwacić, że się tak wyrażę, a i tak pod koniec biedny pies zygzakami biegł. Teraz Franiu leży nieżywy na łóżku, nawet mi zabaweczki w celu włożenia ciasteczkowej kości do tejże, nie przynosi. I dobrze, spokój będzie tego wieczora. On ma tyle energii, ze bez problemu tę trasę z przerwami zrobił, nawet potem jeszcze tu podrygiwał, ale teraz już śpi.
W ogóle dzielna jestem, bo jak rowerem nie jeżdżę, to biorę Franka na smycz i chodzimy. Czasem nawet z dziećmi, a czasem tylko z książką w uszach. Nie odpuszczam.
I dietę też trzymam, nawet sobie różne rzeczy wymyślam. Ostatnio mnie na słodkości wzięło, to sobie nasmażyłam placuszków z twarogu chudego z otrębami i jajami, taka masa. Wyszły piękniste i do tego na suchej prawie patelni (naleśnikowej), dosłownie maźniętej tylko olejem. Pychota. Nawet lepsze niż z mąką.  Dzisiaj do mięsa z grillowej patelni mieliśmy placuszki z cukinii tartej, do tego też otręby, jaja i ser żółty light plus cebulka. Zamiast ziemniaków to zjedliśmy. Jak mnie dopadnie na słodkie to kostka czarnej czekolady starczy.
No czyż ja nie jestem po prostu odchudzacz znakomity?
Jeśli chodzi o ubytek kilogramów, to biorąc pod uwagę święta, nie jest źle, bo trzy kilogramy mi ubyło od czasu blokady wagowej. Ale przed świętami zastosowałam 6 dni diety oczyszczającej. Masakra dla mnie akurat, bo miałam wtedy kosmiczny kryzys. Ale wraz z dobrą pogodą, widzę światełko w tunelu.

Poza tym dodam, że Wasz komentarze dają mi tyle siły, że normalnie szok. Nie sądziłam, że czyjeś słowa mogą tyle zdziałać. Co daje mi do myślenia, bo mogą też zabijać ducha, trzeba więc uważać, co się do kogo mówi, bo kto wie, czy i ja kiedyś komuś siły nie dodam? W każdym razie nie chciałabym nieumyślnie odjąć.

33 komentarze:

  1. O, jakie słodkie domowe zdjęcie u góry! :)))

    Twoja notka aż tchnie energią! To pewnie przez te rowery :))) I widzisz, waga ruszyła, to też motywacji dodaje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że to chyba endorfiny mówią, haha. Waga mam nadzieję ruszyła na dobre. Do następnego zatrzymania

      Usuń
    2. Nawet jak skokami, to i tak do przodu idzie. Powoli powolutku coraz mniej tych kilogramów :)))

      Usuń
  2. dzielna jesteś w każdej dziedzinie! o!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. e tam dzielna, raczej bez wyobraźni, hehe

      Usuń
  3. Ostatni raz jak jechałam rowerem ulicą zderzyłam się z krawężnikiem i autem , a potem (a było to przed maturą) musiałam zamalowywać siniaki podkładem mojej Mamy.
    Trzymam kciuki za dietę!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakbym miała taką przygodę, to bym teraz może osiołkiem pojechała, ale na pewno nie rowerem. Mniemam, że zaprzestałaś

      Usuń
  4. Aż się głodny zrobiłem od samego czytania :) Ale nie jem o tej porze, już nie :) Rowerowe historie normalnie jakbym od swojej żony słyszał, też się boi samochodów że ją wprasują w żywopłot, i do tego ona tak powoli jeździ, że masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, bo wszystkie żony tak mają. Ja też pewnie wolno jeżdżę, chociaż dla mnie samej, wrażenie takie, że mknę jak wiatr, hehe
      Placuszki powyższe polecam. Jeśli chcesz, podam przepis

      Usuń
    2. Ja się lubię inspirować, więc samo: placuszki z tartej cukinii mogłoby mi wystarczyć :) Ale podaj bo ciekaw jestem.

      Usuń
    3. pewnie cię nie zaskoczę. Ja zawsze pytam, bo nie mam doświadczenia w gotowaniu dietetycznym, a vegetariańskim to już wcale. Ubiłam porządnie dwa jaja, bo miałam tylko półtora cukinii (takiej courgette z Lidla), do tego dodałam na oko otrębów drobnych pszennych, do tego jedną cebulę, ale nie wiem, czy powinnam, bo cukinia szybciej się smaży, a cebula była surowawa, przyprawy jakie lubisz, natkę pietruszki. Po starciu cukinii posól i poczekaj aż wode puści i bez wody, lekko odciśniętą, dodaj do tej masy jajecznej. Smażyłam na prawie suchej patelni naleśnikowej. Pyszne do mięsa.

      Usuń
    4. zapomniałam o serze żółtym tartym light też z Lidla (seria Linessa).

      Usuń
    5. Dzięki, jutro robię, ale zamiast otrębów dodam płatków owsianych. Cukinię mam nadzieję zostawiłaś w skórze? Kolorystycznie by mi pasowało a ta lidlowa jest miękka.

      Usuń
    6. tak, w skórze. Otręby są bardzo zdrowe i pomagają w odchudzaniu, możesz kupić oat bran i wheat bran i inne, ja bym jednak dodała otrębów.

      Usuń
  5. placuszki z cukinii? to brzmi cudnie i bardzo działa na wyobraznie. uwielbiam cukinie. a twoj blog jest optymistyczny nad wyraz, nawet gdy cos ci nie idzie. tak trzymaj. ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa. Placuszki z cukinii wychodzą wspanilale, wyżej podałam Pendragonowi przepis

      Usuń
  6. Ojej zapomnialam o tej piosence a bardzo ja lubie. Dzieki! Ja tez mam taka piosenke, Grzegorza Turnaua 'Piosenka dla ptaka' zawsze ja sobie puszczam jak jest mi zle.
    Natomiast Kasia Nosowska kiedys bardzo mi podpadla i od tej pory jej nie lubie i nie moge sie przekonac. Kiedys w Vivie w laczonym wywiadzie w Zebrowskim, Jopek i Stankiewicz padlo pytanie, skad jestecie? Na to inni: z Katowic, Zoliboza itd. a Kasia ze 'znikad' . I ja sie tym poczulam bardzo obrazona, nadeta lala. Napewno fani ze Szczecina sie ucieszyli jak to przeczytali. I za to cenie Smolika bo zawsze podkreslia, ze jest ze Swinoujscia :))))). Nie mowiac juz o tym, ze jak Kasia budowala dom na mazowieckiej wsi to zaloga kapitana Nosowskiego nie dojadala.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. też by mnie to zabolało, mimo zem nie ze Szczecina. Co to jest za glupie gadanie - znikąd. Nikt nie jest znikąd. A co masz na myśli jak mówisz, że załoga Nosowskiego nie dojadała?

      Usuń
    2. No bo ojciec Kasi Nosowskiej jest kapitanem statku, wtedy moj ojciec pracowal w tej samej firmie (tez jako kapitan). Kapitan od czasu zlikwidowania stanowiska ochmistrza jest na statku odpowiedzialny za zamowienia prowiantu i jesli chce sie oszukac firme albo wogole robic 'bokówy' to kapitan ma taka mozliwosc (swego czasu ochmistrzowie 'zarabiali' duzo wiecej niz ktokolwiek inny na statku nie wylaczajac kapitana). A skoro byly potrzebne pieniadze na budowe domu corki Kasi to pan kapitan staral sie jak mogl i na statku brakowalo jedzenia.

      Usuń
  7. Świetny opis kobiety w kasku. Ja zdążyłam się przyzwyczaić i bez kasku źle się czuję, a jeżeli chodzi o komunę- po drogach jeździło 10% samochodów w porównaniu do ruchu, jaki mamy teraz. Czy pamiętasz z dzieciństwa coś takiego jak tir?Towary jeździły sobie koleją i było dobrze,a teraz wszystko naszymi biednymi drogami się przewozi i dla rowerzysty brak miejsca:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruda, z dzieciństwa nie, ale potem już tak, bo mieszkałam przy przelotowej ulicy na Gdańsk. Jak się rodzice wprowadzali, to można było się bawić na ulicy, bo ewentualnie wóz z koniem przejechał, a potem miast migiem się rozrosło i zrobiło się osiedle domków w srodku miast do tego przy przelotówce. Ale masz rację, nie było tyle samochodów

      Usuń
    2. Wóz z koniem- właśnie też z dzieciństwa konne wozy pamiętam, zwłaszczajeden- cygański.

      Usuń
  8. raz się odchudzałam jak mąż mnie podtuczył czekoladową mieszanką wedlowska o 14 kg. Za późno zorientowałam się, że deko po deku mi zostaje. Te 14 kg zgubiłam dzięki diecie mandarynkowej i już nigdy nie dopuściłam do bezmyślnego pożerania słodyczy. Tym bardziej podziwiam to, co Ty robisz:) Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iva - jak to zabrzmiało - mąż mnie podtuczył, haha. Nie wiem, czy bym się mieszance wedlowskiej oparła. Dobrze, że tu droga i nie ma pod ręką

      Usuń
    2. e, nie masz czego żałować, teraz jest obrzydliwa i jej nie kupujemy. Producent zapomniał, że tego co dobre nie można ulepszać, bo skutek jest zazwyczaj odwrotny. I jest. I Ty, pamiętasz zapewne dawną, tę która mnie podtuczyła;) To prawda - podtuczył mnie. Ja siedziałam z malutkim dzieckiem, a on przynosił co dzień dużą mieszankę na deser. I nie wiadomo kiedy przytyłam. Oczywiście bezmyślnie na to godziłam się;(

      Usuń
    3. Pytanie, czy ona gorsza, czy my mamy już inne podniebienia? Fakt, że jak już dorwę, to zawsze jestem zdziwiona, że w sumie zawód. Ale ja cukieraski lubię, nie kupuję, żeby nie jeść, ale uwielbiam. Tylko, że nie jadam tonami, ale jak są to tak raz jednego, potem znwou. Lepiej nie

      Usuń
  9. Kurczę uwielbiam te Twoje posty, od razu chce mi się żyć :D
    Właśnie też zmieniam swoją dietę etc. dla zdrowia po prostu. [teraz włączyłam tą piosenkę... no i sobie umieram z rozkoszy :D]

    A co do ruchu, to jest najlepsza sprawa na świecie. Trzymam kicuki za Twoją wytrzymałość i systematyczność:D (ja zaczynałam z rowerem jak Ty mały kawałek a teraz biegam po 10km, a będzie jeszcze lepiej:D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. biegarsz po 10 km, no nie wiem, nigdy nie dojdzę do takiej wprawy i kondycji. Może dlatego, że od lat jedno kolano mi siada (wynik sportu na niedobrych parkietach za młodu), to bieganie mogę sobie darować. Rowerem jechalibyśmy dalej, gdyby nie moja panika no i pies. A jego wybiegać też trzeba. Chociaż dobrze się stało, bo potem mi nogi jednak posłuszeństwa odmawiały

      Usuń
  10. Właśnie wpadam do Ciebie , a tu o rowerowej eskapadzie:-)
    Dziś wróciłam z Holandii i nie mogłam napatrzeć się, jak w Amsterdamie śmigają na rowerach. Oni jeżdżą jak szaleńcy!! Trzeba mieć oczy dookoła głowy, żeby z ciebie nie zrobili marmelady. Jeżdża bez kasków!! Pojedyńcze osoby widzi się tylko z ochraniaczem na głowie.
    Dzieciaki woża w takich,,taczkach" przed sobą;-)Superowo to wygląda.Jedzie sobie mama lub tato z dwójką dziećmi z przedszkola lub na plac zabaw. Widzieliśmy też tatę z jednym dzieckiem mniejszym z przodu , a większe stało po prostu na bagażniku!Koleżanka zrobiła fotkę:-) Jak zrzucę to przyślę na maila.
    Tyle się nałaziłyśmy, że jestem padnięta jak betka. Mam nadzieję, że kg troszkę ubyło:-)
    Trzymam kciuki za Ciebie i się biorę w karby od poniedziałku.
    Mariola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, Holandia. Jak ja bym chciała tam pojechać. nie wiedziałam, ze oni tam wszyscy na rowerach. To znaczy wiedzialam, ale że takie tłumy i z dziecmi wszędzie, to nie

      Usuń

Musiałam wyłączyć komentowanie anonimowe, bo mnie zawalił spam. Przepraszam.