poniedziałek, 26 listopada 2012

Jak być kochaną?



Wpadłam na artykuł w Twoim Stylu o tym jak być lubianą? Pierwszy odruch – wymiotny. Nie lubię poradników, żadnych tego typu tekstów, nie mam cierpliwości tego czytać, ani tym bardziej rozwiązywać testów. Ale postanowiłam przeczytać, wyjątek taki, bo już od dłuższego czasu zastanawia mnie casus jednej z moich koleżanek, Irlandki, która gdzie się nie pokaże natychmiast jest uwielbiana, kochana, wszyscy chcą z nią rozmawiać i przy niej stać. Poznałyśmy się na kursie i mam szczęście być jedną z tych osób, które się z nią przyjaźnią, zatrybiło niemal metafizycznie – od pierwszego spojrzenia fascynacja obopólna. Toteż nie zazdrość mnie popycha do tych rozmyślań, a czysta, naukowa można by rzec, ciekawość, jak to działa w jej przypadku? Uznałam, że z tego artykułu się dowiem.
We wstępie dowiaduję się, że każdy chce być lubiany, ale nie każdy wie, jak to zrobić, stąd dobrze przeczytać książkę Tima Sandersa ‘Jak być lubianym’. W dalszej części artykułu jednak, podają nam tyle informacji, że myślę, że już można sobie darować czytanie tej książki, bo cóż można więcej na ten temat powiedzieć? Tim podaje nam receptę – na czynnik S, czyli bycie postrzeganym, jako osoba S-ympatyczna, składają się cztery elementy: przyjacielskość, istotność, empatia i autentyczność. Zdobyć przyjaciół od ręki, natychmiast, jest bardzo trudne i niewiele osób posiada tę wiedzę tajemną. Mam wrażenie, ciekawe czy je podzielacie, że Irlandczycy ogólnie mają wrodzoną zdolność pozyskiwania sobie ludzi i dlatego są postrzegani w Europie i nie tylko, jako jedni z najbardziej sympatycznych na kontynencie. Jak zaczęłam poznawać kolejne elementy czynnika S, to wrażenie się jeszcze pogłębiło, bo czyż to nie jest obraz przeciętnego Irlandczyka?
Element 1 – przyjacielem mi bądź – akceptuję cię takim, jaki jesteś; fajnie, że się spotkaliśmy; lubię z tobą być. Ofiarowanie przyjaźni, sympatii pociąga za sobą takie same sygnały zwrotne. Ale uwaga, działa też odwrotnie, czyli jeśli jesteś nastawiony sceptycznie do każdego nowo poznanego człowieka, inni też są najeżeni na poznanie i zaakceptowanie Ciebie. Handlowcy wykorzystują tę zasadę zasypując nas ofertami i gratisami od wejścia, wtedy czujemy się w obowiązku coś u nich kupić. Nie wiem, jak Wy, ale ja od pierwszego dnia tutaj spotkałam się z taką postawą Irlanczyków – ale fajnie, że tu przyjechałaś, widocznie podoba ci się nasz kraj, a jeśli tak, już cię lubię. W kontaktach są zawsze pogodni, uśmiechają się, a takich właśnie lubi się najbardziej. Zadają pytania, aktywnie słuchają, potakują, słownie przyznają rację; bardzo często oferują swoją pomoc, drobne przysługi, dla nich nic takiego, a nam często ratowały życie. Na dodatek często powtarzają imię rozmówcy, a nie od dziś wiadomo, że najmilszym słowem świata jest w naszych uszach własne imię – jak twierdzi Sanders. Pamiętam, jak mi powiedzieli, że nauczą się wymowy polskiej, bo moje imię, to moja tożsamość i nie im ma być łatwiej, a mnie przyjemniej słyszeć je w oryginalnym brzemieniu. Racja!
Element 2 – wspólne sprawy, ważne sprawy. Nie wystarczy uważać, że ktoś jest sympatyczny, to wszystko na nic, jeśli ten człowiek nic a nic cię nie obchodzi. Jak prezenter telewizyjny, fajny i co z tego?  Jeśli chcemy być dla kogoś istotnymi, musimy zlokalizować obszary wspólne. Czyli też mam córkę, wiem jak to jest, kiedy dojrzewa i zaczyna się co chwilę zakochiwać. Albo – mąż też lubi łowić ryby, kiedy jedziemy na spacer wyciąga wędkę i tyle go widzieli, siedzę z książką i czekam aż coś złowi. A jak zauważymy czyjeś potrzeby, jesteśmy w stanie je zaspokoić, ale tak, żeby nie wyszło, że wkupujemy się w czyjeś łaski – pożyczę ci tę książkę, widzę, że masz ochotę ją przeczytać. Syn wyrósł już z tej kurtki, jest jak nowa, miał ją na sobie ze dwa razy, a widzę, że twojemu się podoba, może zechciałabyś ją ode mnie przyjąć? Jeśli ktoś ma podobne hobby, jak na przykład to wędkowanie, można spytać, gdzie najlepiej łowić, gdzie kupić dobry sprzęt? To powoduje, że zostajemy wyróżnienie z tłumu innych, fajnych, ale nieistotnych ludzi. Czyż to nie jest irlandzka specjalność?
Element 3 – wczuj się w człowieka. Trochę empatii, spojrzenie na sprawy z punktu widzenia drugiej osoby, może wiele zdziałać. Wiele osób współodczuwa, ale nie potrafi lub wstydzi się to okazywać, a  jeśli pozwalasz uczuciom zagościć na twarzy, twoja mowa ciała wskazuje na empatię, wtedy druga strona widzi Twoje uczucia i czuje się komfortowo, bo jest zrozumiana. Irlandczycy nie mają z tym problemu, ich okrzyki, emocje wypisane na twarzy, do tego gesty i ‘I know what you mean’, może wydaje się egzaltowane, ale ile razy dawało nam poczucie tak potrzebnego zrozumienia?
Element 4 – bycie autentycznym. Tamte trzy są ważne, ale muszą łączyć się z uczciwością, szczerością i byciem prawdziwym. Nie da się tego wszystkiego udawać, są to narzędzia dla człowieka, który wierzy, że niezależnie od kraju, pochodzenia, wieku, wykształcenia, można znaleźć punkty styczne i się z kimś zaprzyjaźnić albo po prostu polubić. Trzeba być sobą, ale trzeba też pracować nad sobą, żeby być postrzeganym, jako osoba warta przyjaźni i uwagi. Takie proste, a takie trudne zarazem. Irlandczycy są jacy są, nie udają nikogo innego, są pogodzeni ze swoją karmą i to jest po prostu fantastyczne. Poczytałam i już wiem, jak to robi moja znajoma. Pytanie, czy i ja potrafię?


34 komentarze:

  1. Szkoda, że my nie jesteśmy Irlandczykami.Szczerymi, otwartymi na drugich i nie zazdroszczącymi im. A może też tacy jesteśmy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie jesteśmy, bo jednak trzeba patrzeć na jednostki. Ale jednak brak przyzwolenia na niektóre zachowania w tym społeczeństwie akurat robi dobrze na jego kondycję - nie można na przykład naśmiewać się z kogoś, kto pracuje na stanowisku niższym od naszego, nikt się nie zaśmieje, kiedy inny uczyni uwagę na temat sprzątaczki czy kopacza rowów. Jest ogólne przeświadczenie, że wstyd to nie być uczciwym i podłym, każdy ma prawo żyć tak jak lubi, robić, co umie albo co musi, żeby zarobić, a o człowieku można mówić tylko wtedy, kiedy ma się coś dobrego do powiedzenia (jak u nas o zmarłym).

      Usuń
    2. Po prostu ich kultura osobista jest na wyższym poziomie.A u nas nie wiem, czy to komunizm po sobie takie dziedzictwo tez pozostawił.)

      Usuń
    3. pewnie trochę tak, ale też i nosimy w sobie tę pańskość i poczucie wyższości, nawet jeśli nie mamy ku temu powodu, a hrabiowie z nas raczej herbu de'nędza. Tutaj też to widzę, Polaków, którzy są przekonani o swojej wyjątkowości i patrzących z góry na kraj, w którym im jest dobrze

      Usuń
    4. jednym słowem wyżej s.. niż d... ma.)

      Usuń
  2. Niestety, nie znam żadnego Irlandczyka.

    Nie nadawałabym się na taką osobę Wszystkichlubiącą-Przezwszystkichlubianą. I nawet nie chcę taka być, a pewnie nie jestem jedyna, która uważa, że nie da się lubić wszystkich i naturalnie, spontanicznie i serdecznie całą sobą skłaniać do polubienia. To przez poczucie, że przecież ludzie są różni, różni ludzie lubią różne rzeczy i różnych ludzi, więc jak niby mam być na tyle... hm... elastyczna i do rany przyłóż, żeby wszystkim przypasowało? No i też zresztą po co? Wolę towarzystwo kilku osób, z którymi dobrze się czuję (i one ze mną) niż zachwycone mną tłumy.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. to raczej nie chodzi o to, zeby mieć tabuny przyjaciół, ale żeby mieć takie nastawienie do ludzi, że budzi się pozytywne emocje i poczucie komfortu. Sorry, ale nie wierzę, że jest ci wszystko jedno jak postrzegają cię ludzie

      Usuń
    2. Nie będę Cię przekonywać :))) Ogólnie powiem, że wszelkie socjologiczne techniki nieco mnie śmieszą, bo są właśnie nastawione na masę - zrobimy szablon, który będzie pasował na każdego. Rób według szablonu, uzyskasz takie a takie efekty. A gdzie miejsce na indywidualność? Ja mam taki charakter, że się mnie lubi albo nie, nie jestem przylepką.

      Kiedy byłam dzieckiem, chciałam, żeby mnie wszyscy lubili, chciałam być taka fajna i kochana i właśnie budzić pozytywne emocje, jak piszesz. Potem z tego wyrosłam, bo stwierdziłam, że wolę wyłuskiwać z tłumu ludzi, z którymi chcę się spotykać i przyjaźnić, a reszta? Reszta jest mi obojętna. Na upartego można powiedzieć, że obojętna pozytywnie, ale w sumie to jedynie obojętna. Już parę osób mi powiedziało, że budzę dystans i dopiero po czasie daję się poznać w pozytywny sposób. W sumie mi to odpowiada.

      Usuń
    3. Widzisz wlasnie i tu widac roznice w mentalnosci. Irlandczykom tez nie zalezy na popularnosci, na tym, zeby ich wszyscy lubili (oni mam wrazenie instynktownie rozumieja, ze w tej kwestii nie mozna sie STARAC. Jak sie starasz za bardzo to wlasnie zniechecasz ludzi). Ale tam gdzie ty wspominasz o obojetnosci (w najlepszym wypadku obojetnosci pozytywnej) Irlandczycy praktykuja neutralna serdecznosc albo potencjalna serdecznosc. Nie beda sie pchali z butami, ale w sposob naturalny zauwaza ze potrzebujesz pomocy i - o ile moga - wlacza sie. Dlatego kiedy upadlam na ulicy bedac w zaawansowanej ciazy podbiegl do mnie nastolatek caly w tatuazach, pomogl wstac i upewnil sie czy wszystko w porzadku bo "tu obok jest szpital, moge cie odprowadzic". Do dzis nie znam jego imienia i nigdy nie poznam, wiec z pewnoscia nie robil tego po to by go wszyscy lubili. Przechodzacy ludzie zerkali, usmiechali sie widzac ze wszystko w porzadku i szli dalej. W Polsce gdybym upadla nawet gdyby ktos mi pomogl w tle zebralby sie tlumek komentujacy ze jak moglam byc tak nieostrozna w ciazy, a gdybym nie daj Boze zemdlala jestem niemal pewna, ze znalazloby sie kilku ktorzy by od razu puscili w tlum, ze pewnie pijana i jak mozna byc tak nieodpowiedzialnym. Nie mowie ze w Polsce nie ma zyczliwosci na codzien, sama jej doswiadczalam, ale na zasadzie wyjatku. Dominuje wlasnie - obojetnosc, czesto podszyta agresja i domniemaniem winy.

      Usuń
    4. 'neutralna serdeczność albo potencjalna serdeczność' - genialnie to ujęłaś, to jest esencja tematu

      Usuń
    5. Hannah (Hanno?), to kolejny komentarz, który upewnił mnie, że kompletnie nie zrozumiałaś, o co mi chodzi. A Kasia Ci do tego jeszcze ochoczo przytakuje. Nie obraźcie się, ale jednak rozgonię Wam to kółeczko wzajemnej adoracji. Bo ta "esencja tematu" to solidny strzał - tyle, że najwyżej w płot sąsiada. Równie dobrze mogłabym napisać, że wszyscy, którzy wyjechali do Irlandii, strasznie wychwalają Irlandczyków i najeżdżają na Polaków - i też by była esencja. A że jest masa ludzi, którzy tak nie robią? Co tam. Tyle, że ja nie lubię uogólniania.

      Rozpisałaś się o Irlandczykach, a potem walnęłaś: "bo w Polsce, Polacy są..." I jeszcze strasznie rozbawiona jesteś. Może i tak jest, jeśli mówimy o narodach, mentalności - o schematach. Cała moja wypowiedź dotyczyła mojej własnej osoby i tego, jak ja postępuję, a tu mnie wpakowano do wora "bo Polacy..." i "bo Irlandczykom też nie zależy". I że Polacy są obojętni, bo nie pomagają na ulicy, a Irlandczycy pędzą pomóc. Tylko co mnie to obchodzi, skoro pisałam o sobie? Moja obojętność dotyczy ludzi, z którymi spotykam się na co dzień, nie tych, których mijam na ulicy i nigdy więcej nie zobaczę. Myślałam, że dość prosto napisałam, że chodzi o znajomości i przyjaźnie, ale chyba jednak nie, skoro dostałam wykład o serdeczności Irlandczyków i obojętności Polaków. Gdybym mieszkała w Zimbabwe, też byś mi napisała, że Irlandczycy są tacy fajni, a ci w Zimbabwe obojętni (chyba, że temat rozbija się o bycie Polakiem, nieważne gdzie)? Rozumiesz, o co chodzi? Nie uogólniaj, kiedy mowa o indywidualnych cechach charakteru.

      Zresztą, skoro już tak się rozpisuję - Kasiu, Ciebie też poniosło z tym "20-30 latki wychowane na internecie to dzikusy" itp. W Polsce 30-latki wychowały się na podwórkach, m.in. grając w piłkę. Pierwszymi komórkami cieszyły się w liceum, tak samo Internetem w kafejkach. I nie tylko tak biedni jak ja - wtedy dopiero zaczynał pojawiać się w domach. Uogólnienia są nie tylko błędne, ale i krzywdzące.

      Usuń
    6. Alez Polacy/Polki sa postrzegani (jako gospodarze w Polsce) tez jako super sympatyczni, przyjazni, rodzinni, pomocni, zawsze usmiechnieci, serdeczni, goscinni i lista moze sie ciagnac w nieskonczonosc. Sa to zachwyty goszczacych obcokrajowcow w Polsce. Tak tez mowi sie o innych nacjach: o Szwedach, Norwegach, nawet Czechach a inni sa obojetni bo sie ich nie zna lub operuje sie stereotypami :D, choc np Rosjanie sa wspaniali, Ukraincy super goscinni, Wlosi....Niemcy.....
      Widze Kasiu, ze wchodzisz w taki etap zycia emigracyjnego, ze wlasnie tak piszesz choc pamietam twoje notki pisane w okresie ostatnbiej twojej pracy. Czy pracowalas aby tylko z Polkami? Mialam wrazenie, ze z Irlandkami albo starosc wczesniej mnie lapie i pamiec miesza.
      Ja spotkalam Irlandke, ktora niczym szczegolnym nie roznila sie od innych. Moze tym, ze byla tak jak i my obcokrajowcem w kraju a nie tubylcem :)

      Usuń
    7. Ken - nie poniosło mnie, takie są moje obserwacje i tyle. Nie znam ani jednego 20-30 latka wychowanego na podwórkach, natomiast każdy zrośnięty ze smartfonem i wszystko załatwia przez komunikatory, wyznanie miłości też

      Usuń
    8. W tym miejscu Waszej dyskusji dodam od siebie ELEMENT 5 - chcesz być lubiany - nie uogólniaj , nie oceniaj ludzi po pozorach , nie "szufladkuj" innych , nie przyklejaj im "metek" ...
      narodowość ; WIEK ; sposób wyrażania siebie poprzez strój,fryzurę, czy tatuaż ; pochodzenie - to wszystko nie warunkuje tego jakim ktoś jest człowiekiem ...

      Usuń
    9. Aniu, to utopia, człowiek tak już jest skonstruowany, że ocenia - drugiego człowieka, sytuację, zdarzenie. Opinia to rzecz normalna. Przyklejanie metek mówisz - nie wierzę, że są ludzie, którzy tego nie robią. Trzeba z tym walczyć, ale mówienie, że tego nie ma bo to be, to daleko idące uproszczenie. Zawsze poddajemy innych pierwszej ocenie, potem kwestia tego, czy poznanie danej osoby tę ocenę weryfikuje. Uważanie, że nie ma uogólniania, oceniania, szufladkowania to jest hipokryzja. Trzeba oczywiście z tym walczyć, polemizować, ale nie udawać, że tego nie ma. Nie wmawiaj mi, że ludzie to chodzące ideały. NIKT nim nie jest

      Usuń
    10. Kasiu ja nie mówię , że ludzie są idealni...i nie mówię , że nie powinni oceniać innych ... subiektywna ocena to coś do czego wszyscy mamy święte prawo...
      Chodzi mi tylko o to by pamiętać o tym , że nasza opinia jest właśnie SUBIEKTYWNA...że czasem warto wyjść w ocenie innych poza własne odczucia choćby po to tylko by kogoś taką subiektywną ocena nie skrzywdzić , by niesprawiedliwym w ocenie nie być...

      Usuń
    11. Ken G. (Kenneth? Chyba nie?) Chwileczke. Piszesz nie tylko o przyjazni. Piszesz o przyjazni i O TLUMIE, ktory (po wyluskaniu zen przyjaciol) traktujesz z obojetnoscia (co najwyzej pozytywna obojetnoscia). Odnioslam sie do tego fragmentu bo wydal mi sie najbardziej symptomatyczny i najbardziej oddawal roznice w podejsciu o ktorej pisze Kasia.
      Nie lubisz uogolnien, no coz, mysle ze rownie dobrze mozesz nie lubic mowienia proza. W odroznieniu od ciebie uwazam ze uogolnienia sa nieuniknione i niezbedne w poznawaniu rzeczywistosci i ludzi. I niekoniecznie zle, co najwyzej ryzykowne. Ale nadal niezbedne. Bez uogolnien utoniemy w chaosie. Trzeba po prostu byc swiadomym ryzyka wlasnie i pulapek jakie ze soba niosa, tzn, pamietac ze sa prawdziwe STATYSTYCZNIE czyli moga sie okazac nieprawdziwe w konfrontacji z jednostka (choc to troche bardziej zlozone) i umiec rozpoznac uogolnienie subiektywne, czyli twoje wlasne, zbudowane na twoim doswiadczeniu, a wiec podlegajace jeszcze innym ograniczeniom. To STEREOTYPOW I UPRZEDZEN (czyli uooglnien niemerytorycznych, zbudowanych na niewiedzy albo wrecz nienawisci i agresji) powinnismy sie wystrzegac.
      Az sprawdzilam swoja wypowiedz. Pisalam o wlasnym, konkretnym doswiadczeniu, zaznaczalam wyraznie ze jestem "niemal pewna" napisalam wprost ze "nie mowie, ze w Polsce nie ma zyczliwosci na codzien, sama jej doswiadczalam". Myslalam ze te zastrzezenia wystarcza aby podkreslic, ze mowa o moim wlasnym, subiektywnym uogolnieniu, ktore nie pretenduje do prawdy naukowej. Nic nie poradze na to, ze takie mam doswiadczenia - tlumu w Irlandii mniej sie boje, nastolatkow z tatuazami takoz. W Polsce czuje w powietrzu napiecie i stres a niekiedy agresje, ktore mozna kroic nozem a tlumow staram sie unikac. Polacy w moim odczuciu sa bardziej zamknieci i podejrzliwi wobec obcych niz Irlandczycy. Najpelniej ta roznica wyraza sie wlasnie w neutralnej serdecznosci o ktorej pisalam.
      Osiagnelam dziwny etap w moim zyciu. Za Osiecka czuje z jednej strony banalnosc i pospolitosc mojej egzystencji a z drugiej jej absolutna wyjatkowosc. Nie mam problemu z faktem, ze zapewne bede pasowac do jakichs tam uogolnien i statystyk. Jestem swiadoma ze nigdy nie bede pasowac do wszystkich a jesli ktos uwaza, ze oto zamknal mnie w tabelkach i zna cala prawde o mnie, to jego problem. (To taka osobista dygresja, na marginesie twoich uwag).
      Pozdrawiam.

      Usuń
  3. trafiłam w ostatnich dniach na takiego Pana,że normalnie nie mogę wykrzesać z siebie ani empatii ani autentyczności tylko niesamowite pokłady agresji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. czyli facet założeń z artykułu nie zna :-)

      Usuń
  4. Z tych wszystkich elementów najważniejszy chyba 4. Osoba może być przemiła, ale czasami się czuje (albo wie), że to tylko fasada i czar pryska. Co do elementu 2 - trzeba uważać, żeby nie zaliczyć wtopy. Chyba nie jestem odosobniona w doświadczeniu, kiedy mówisz, że jesteś Polką, a Niemka/Brytyjka/?? wyskakuje z radosnym: "A ja mam polską sprzątaczkę!". W najlepszym razie budzi to konsternację.
    Kasiu, nie wiem, czy bierzesz z reguły udział w blogowych łańcuszkach, ale jeśli miałabyś ochotę dołączyć do zabawy, to tutaj czeka na Ciebie COŚ ;) http://asiaya.blox.pl/2012/11/Kawa-i-zabawa.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Asiu, postaram się.
      No właśnie, tutaj nigdy by ci nie powiedzieli, mam polską sprzątaczkę, natomiast powiedzieliby może - jaki wspaniały zbieg okoliczności, pani, która mi pomaga też jest z Polski, może się znacie?

      Usuń
    2. Dziękuję - oczywiście bez stresu, kiedy będziesz miała ochotę i nastrój :)
      Trochę tęsknię za społeczeństwem, gdzie uprzejmość w stosunku do każdego, bez względu na status i pochodzenie jest tak oczywista...
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy post. Zgadzam się, Irlandczycy właśnie tacy są- autentyczni, akceptują cię, używają imienia twojego od razu. Prawda. Ale nie wiem czy obecnie ludzie chcą być lubiani za wszelką cenę, niedawno czytałam artykuł o pokoleniu 20-30 latków, wychowanych na internecie, pokolenie nieufne. nie wiem w sumie bo statystyki itp to wiadomo, różnie z tym jest plus generalizowanie, mi już nie zależy kompletnie by mnie ludzie uwielbiali, lubię poznawac nowych ale jestem ostrożna, wiadomo w żadną stronę nie ma co przeginać ani z podejrzliwością ani z otwartoscią...super ten twój post. Znam cię w realu już troszkę,odpowiem ci jak chcesz na te ostatnie pytanie na końcu postu jak się spotkamy i pomielimy ten temat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 20-30 latki wychowane na internecie to dzikusy, nie potrafią nic powiedzieć w oczy, nie mówią o uczuciach, za to smsem czy wiadomością na gg wszystko. To jest zjawisko bardzo niepokojące, bo doprowadza do ułomności socjalizacyjnej.
      Rezerwa tak, ostrożność tak, ale teraz to już idzie u niektórych za daleko.
      Zastanawiam się nad tym bardzo intensywnie ostatnio i powiem szczerze, ze wolę chyba jednak się dwa razy sparzyć niż przegapić okazję spotkania kogoś fajnego

      Usuń
  6. Uwielbiam Irlandczyków! Jako goście hotelowi są przesympatyczni, nawet jak zabalują do rana i sponiewierają się przy barze, to i tak jakoś nie ma porównania z Brytyjczykami, którzy są w takich sytuacjach obleśni. Pamiętam, że od pierwszego momentu Irlandczycy cieszą się na twój widok, pytają o imię i zapraszają do wspólnej zabawy (i nie brzmi to nawet trochę dwuznacznie).
    Nie znam żadnego z nich bliżej, ale jako klienci są bardzo mile widziani.
    A co do reszty świata - może warto wziąć z przykład z Irlandczyków?
    Tylko czasem to takie trudne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Socjo - oni są tacy w kraju, jak i poza nim, lubią życie i ludzi po prostu.

      Usuń
  7. Według mnie najważniejsze jest to, aby lubić siebie samego. Dopiero wtedy inni będą nas lubili:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ruda - to zależy, czasem ranimy innych, tak lubimy samych siebie

      Usuń
    2. Kasiu, mnie nie chodziło o egocentryzm, tylko o samoakceptację:)

      Usuń
  8. Wydaje mi sie rzeczywiscie, ze Irlandczycy maja duzy poziom tego co sie po angielsku nazywa kindness a nie ma wlasciwie polskiego odpowiednika. Uprzejmosc to nie jest, grzecznosc tez nie (choc obie stanowia niejako automatyczne przedluzenie kindness) najblizsze co mi przychodzi do glowy to serdecznosc ale to tez nie do konca oddaje prawdziwa kindness. To jest jakies takie poczucie bliskosci wspolnoty i solidarnosci z ludzmi dlatego ze sa ludzmi i wynikajace z tego zalozenia postepowanie. Moglibysmy byc chamscy ale po co? Czy nie ciekawiej jest byc razem? U Irlandczykow moim zdaniem widac to bardzo wyraznie i oni maja jakis taki naturalny barometr ze wiedza dokad mozna sie zblizyc zeby ci pomoc i okazac serdecznosc a gdzie sie zatrzymac bo to juz by byla inwazja. Przy czym nie robia tego po to abys ich polubil, usmialiby sie z takich prob, bo na hipokryzje tez sa uczuleni. Dlatego rozbawily mnie te komentarze ze "mnie nie zalezy aby mnie wszyscy lubili" - bo Irlandczykom tez nie zalezy. To wlasnie jest ich naturalna serdecznosc a nie sposob bycia obliczony na zdobycie popularnosci w zgodzie z najnowszymi socjotechnikami. I oni uszanuja kazde dziwactwo o ile sie innych nie krzywdzi - o wiele bardziej niz Polacy deklarujacy super dume i niezaleznosc od rankingow popularnosci moim zdaniem. Moze dlatego swobodnie sie czuje wsrod Irlandczykow.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hannah - lepiej bym tego nie ujęła, jak zwykle strzał w dziesiątkę

      Usuń

  9. Moje pytanie brzmi : PO CO WŁAŚCIWIE MAJA NAS LUBIĆ WSZYSCY ?..jeśli wszyscy - to trochę tak jakby nikt naprawdę...to jak z FB...czy stajemy się lepszymi ludźmi mając pierdylion znajomych na FB ? / czy nie lepiej gdy mamy kilku PRAWDZIWYCH przyjaciół ? /... co w tym jest prawdziwego ??? ... wiem - jedno i drugie z głebokiej potrzeby akceptacji wynika...
    Osoba , która wzbudza sympatię innych - to ktoś kto AUTENTYCZNIE lubi innych ludzi ; jest na nich otwarty ; jest ciekawy innego człowieka , jego poglądów , jego pasji , jego zdania na jakiś temat , jego potrzeb/problemów/radości/sukcesów ... TO KTOŚ KTO PATRZY NA INNEGO CZŁOWIEKA , A NIE "PRZEGLĄDA" SIĘ W NIM ... tego nie sposób nauczyć się z żadnego poradnika / podobnie jak nie można w jeden weekend nauczyć się na nartach jeździć /... to trzeba mieć w sobie ...
    Mam awersję do wszelkiego rodzaju poradników z gatunku "jak nauczyć się jeździć na nartach w weekend" ... "jak być lubianym" to też coś w tym stylu ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu - mnie nie chodzi o zdobywanie przyjaciół, bo to faktycznie tak się nie odbywa, ale o takie codzienne znajomości w pracy, w sklepie, gdzie przyznasz, że jedni ludzie budzą wyjątkowo pozytywne emocje, a inni w najlpeszym przypadku są obojętni. Irlandczycy do perfekcji dopracowali umiejętność bycia serdecznym i lubienia się na poziomie średnim, czyli ani obcy, ani przyjaciel jeszcze.
      Jesli idzie o poradniki czy przewodniki duchowe też nie czytam, zainteresował mnie tylko tej jeden artykuł, o czym wspominam

      Usuń
    2. Ludzie są różni i w różny sposób okazują emocje ... czasem są po prostu bardziej skryci i powściągliwi co jeszcze nie oznacza , że nie są sympatyczni...
      Wiesz - dla mnie czymś innym jest kontakt nazwijmy go - profesjonalny/służbowy , a czymś innym osobista relacja z innym człowiekiem ...gdy ekspedientka w sklepie jest dla mnie bardzo miła - ja tego nie odbieram jako osobistą sympatię , to po prostu jej praca ... i w takim kontekście oczywiście można nauczyć się profesjonalnie być miłym ... ale czy czyni nas to autentycznie miłymi ludźmi ?
      Ja generalnie rozumiem co masz na myśli mówiąc o serdeczności Irlandczyków i niestety muszę przyznać , że Polakom takiej zwyczajnej serdeczności brakuje ...

      Usuń

Musiałam wyłączyć komentowanie anonimowe, bo mnie zawalił spam. Przepraszam.